Ten rok może być najgorszym od kilkunastu lat w rozwijającej się polskiej turystyce. To efekt recesji, wzrastającego bezrobocie, gwałtownego spadku kursu złotego. Czy czeka nas kataklizm trudny do wyobrażenia w tej branży?
Trzeba pamiętać, że turystyka i wakacje to nie są wydatki pierwszej potrzeby. W domowych budżetach, kiedy pojawia się widmo bezrobocia, braku pieniędzy i konieczności oszczędzania za wszelką cenę – będzie to pierwsza pozycja przy cięciu kosztów. Tym bardziej, że wakacje to jednorazowy niemały wydatek. Nie jadąc na 2-tygodniowe wakacje można zaoszczędzić na minimum 1-2 miesiące przeżycia.
Ci, którym może grozić utrata pracy zrezygnują z wakacji choćby po to, by mieć odłożonego trochę grosza na trudniejsze czasy.
Jeśli sprawdzi się prognoza, że w najbliższych miesiącach straci w Polsce pracę 500 lub więcej tysięcy osób oznaczać to będzie cięcia w budżetach domowych na turystykę „do zera”. Dla właścicieli obiektów noclegowych, organizatorów imprez minimum to z kolei 20-30% spadek zakładanych przychodów.
Osoby, które kupiły wakacje zagraniczne w ofertach first minute będą miały trudny orzech do zgryzienia. Dlaczego? Trudno będzie się z wyjazdu wycofać, a na kieszonkowe - z powodu znacznie wyższych kursów euro/dolara – należałoby zabrać o jedną trzecią gotówki więcej niż można było sądzić jeszcze kilka miesięcy temu. Zakładając oczywiście utrzymanie zakładanego poziomu wypoczynku.
Organizatorzy imprez firmowych i adventure będą musieli szukać alternatywnych form zarabiania z uwagi na to, że większość firm zrezygnuje w tym roku z wydatków na rekreację i integrację pracowników.
Większość tych, którzy snuli plany tańszych letnich wakacji zrezygnuje całkowicie z wyjazdu. Przede wszystkim uderzy to we właścicieli tanich kwater na wybrzeżu, w górach i Mazurach.
Banki, które jeszcze w ubiegłym roku miały letnie żniwa na wakacyjnych pożyczkach stracą pokaźną część klientów (bo Ci zostaną w domach).
Osoba o wysokich i bardzo wysokich dochodach najprawdopodobniej nie zrezygnują z wakacji. Trzeba jednak pamiętać, że to zdecydowana mniejszość klientów.
Wydatki na reklamę w mediach już spadły 10-20%. Jak będzie sens wydawania pieniędzy na kolejne reklamy imprez i obiektów turystycznych skoro marne będą szanse przyciągnięcia potencjalnych klientów już zaciskających pasa.
Jeśli biura podróży nie znajdą kompletów chętnych na swoje imprezy gwarantujących opłacalność organizacji wyjazdów (a będzie to bardzo trudne) w lecie (na wiosnę?) może nas czekać fala bankructw touroperatorów i ich agentów.
Czy biura podróży zostaną zmuszone do obniżenia katalogowych cen imprez tylko z tego powodu, by impreza doszła do skutku? Przecież niektóre gwarantowały klientom kupującym oferty first minute, że dają mim najniższą cenę.
Czy pojawią się oferty typu: „zabierz na wakacje swoich przyjaciół dostaniesz rabat 200 zł” albo „kup naszą imprezę, to za rok damy Ci 30% rabatu”.
Wypada tylko mieć nadzieję, że opisane scenariusze nie sprawdzą się lub jeśli już - to w minimalnym stopniu.